Blog > Komentarze do wpisu
Reżyser Ferzan Özpetek gościem Cinergii!

Wybitny reżyser włoski tureckiego pochodzenia Ferzan Özpetek przyjedzie na 19. Forum Kina Europejskiego Cinergia! Już cztery lata temu organizatorzy starali się zaprosić go na festiwal, ale wówczas pracował nad kolejnym projektem. Na Cinergii pokazano wtedy jego najważniejsze filmy: „Mine Vaganti”, „Pod dobra gwiazdą”, „Okna”, „On , ona, ono”, „Haman-łaźnia turecka”. Tym razem w obecności Ferzana po raz pierwszy w Polsce zostanie wyświetlony jego najnowszy film „Fasten Your Seatbelts”. Publikujemy fragmenty wywiadu, jakiego reżyser udzielił Marioli Wiktor, dyrektor 19 FKE Cinergia, podczas jej wizyty w Berlinie.


Ferzan Özpetek 



Mariola Wiktor:
Twoje początki we Włoszech nie były łatwe, a sprawę dodatkowo komplikowało odmienne tureckie pochodzenie, kultura, zwyczaje nie wspominając o orientacji seksualnej.

Ferzan Özpetek: Do Rzymu przyjechałem ze Stambułu w 1976 roku.  Myślałem o Nowym Jorku ale to daleko a w Rzymie są wspaniale plenery. Dzięki finansowemu wsparciu ojca, który w końcu zaakceptował moje plany - zacząłem studiować historie sztuki, a potem film. Udało mi się znaleźć prace w przemyśle filmowym w charakterze asystenta reżyserów. Oczywiście po drodze musiałem przekonać do siebie wiele osób. Włochy w latach 70tych były jeszcze dość zamkniętym krajem, jednolitym etnicznie, wiec moja obecność budziła zdziwienie. Dziś mogę o sobie powiedzieć, ze jestem Włochem adaptowanym (śmiech!) Właściwie moja kariera nabrała tempa, gdy w 1997 roku udało mi się zrealizować niskobudżetowy film „Hamam- łaźnia turecka”. Film dostał się do Cannes a ja zostałem zauważony i doceniony. Miałem naprawdę dużo szczęścia. Ten film to było takie moje prywatne szukanie własnego miejsca w świecie, w którym wartości nowoczesnego Zachodu zderzają się z tradycjami muzułmańskiego Wschodu.

M.W.: Czy czujesz się dziś bardziej włoskim czy tureckim filmowcem? I czy uważasz, ze twoje pochodzenie determinuje twoją mentalność jako reżysera?

F.Ö.: Nie, nie myślę o sobie w kategoriach bycia Turkiem czy Włochem. Czuje się reżyserem, a to nie ma nic wspólnego z krajem pochodzenia. Tutaj we Włoszech pracuje wielu filmowców z różnych części Italii i oni różnią się od siebie akcentem, kultura, zwyczajami. Nie trzeba być z zewnątrz, by być innym. Natomiast na co zwrócili uwagę krytycy, jako emigrant jestem wyczulony na to wszystko, co składa się na tygiel kulturowy i narodowy, wielość poglądów, sposobów bycia i seksualnych preferencji.  Jest we mnie otwartość i tolerancja. I nie ma poczucia winy, ze ten świat, który nas otacza nie zawsze spełnia nasze oczekiwania. W moich filmach pokazuje zwykłych ludzi, którzy mimo przeciwności losu odnajdują radość w małych rzeczach i wspólnym byciu ze sobą.

M.W.: Tradycyjnej, patriarchalnej rodzinie przeciwstawiasz nowy typ więzi rodzinnych czy raczej wspólnotowych.

F.Ö.: Tak. Takie rodziny pokazuje zarówno w „On, ona, ono” jak i w „Pod dobra gwiazda”. Ludzi, którzy je tworzą nie łącza więzy krwi, ale ich własny wybór. To grupy przyjaciół, współlokatorów, kochanków, osób dzielących wspólne zainteresowania, hobby, znajomych z pracy, którzy lubią się ze sobą spotykać, razem wspólnie gotować i jadać lunche lub obiady a w potrzebie wspierać się nawzajem. Taka przyszywana rodzina daje poczucie przynależności i identyfikacji, niweluje osamotnienie a co więcej przyzwala na wielość różnych sposobów myślenia, orientacji seksualnych, ras i religii. Myślę, ze szczególnie geje, wyobcowani społecznie i z natury bezpotomni, silnie odczuwają taka potrzebę rodzinności zastępczej, bliskości, serdeczności, które daje namiastkę „normalności”. Dla mnie to także symboliczny powrót do zapamiętanej z dzieciństwa w Stambule wielopokoleniowej, dużej rodziny, za która wielu z nas po cichu tęskni.

M.W.: Pedro Almodovar też przyznawał się, że jest w nim ogromna potrzeba życia i ciepła rodzinnego. Jak reagujesz, gdy mówi się o tobie „włoski Almodovar”?

F.Ö.: (śmiech!) Bardzo mi to pochlebia. To wielki komplement.  Myślę, ze ludzie porównują nas dlatego, ze obaj mówimy o mniejszościach seksualnych ale w lekkim, często nawet żartobliwym tonie i potrafimy wzruszać nawet tych widzów, którym ta tematyka jest kompletnie obca.

M.W.: Jednak twoim mistrzem jest przede wszystkim Krzysztof Kieślowski. Jego wpływy z „Niebieskiego” bardzo mocno odcisnęły się na filmie „On, ona, ono”, gdzie mamy niemal identyczna sytuacje. Kobieta po śmierci męża, który ginie w wypadku samochodowym odkrywa jego wieloletni związek z mężczyzną.

F.Ö.: O tak, uwielbiam Kieślowskiego! Fantastyczne jest to, ze w bohaterach jego filmów zachodzą wewnętrzne przemiany. Tak jest tez z kobieta z „On, ona, ono”. Kieślowski był niezwykle czułym obserwatorem życia. Jego filmy skłaniają do refleksji. Są mimo prostych historii - bardzo głębokie i poruszające. Jestem także pod wrażeniem poezji polskiej poetki i noblistki Wisławy Szymborskiej, która spotkałem kiedyś osobiście na targach książki w Turynie. Dostałem od niej specjalna dedykacje. Jak to jest, ze w Polsce macie tak wielu wybitnych ludzi kultury i sztuki?...

(śmiech!)



piątek, 10 października 2014, filmoznawczo

Polecane wpisy